Imieniny: Slawy, Jakuba, Oktawiana

Wydarzenia: Światowy Dzień Musztardy

Święto Przemienienia Pańskiego

Osobowość

 fot. archiwum Barbary Jarosz

28 kwietnia przypada 2. rocznica beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej, pionierki pielęgniarstwa społecznego i parafialnego. Przedstawiamy mało znaną postać jej pomysłowej pomocnicy, Aliny Rumun, która stała się kontynuatorką życiowego dzieła Chrzanowskiej.

Alina Rumun o medycynie myślała od zawsze. W czasie wojny próbowała nawet dostać się na teren Generalnego Gubernatorstwa, by ją studiować, ale została przyłapana na granicy i 3 miesiące spędziła w obozie karnym. Po zakończeniu wojny zaczęła naukę w 3-letniej Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarek i Położnych w Krakowie.

- O tym miejscu mówiła, że było dla niej „kopalnią doświadczeń pielęgniarskich i ludzkich, które tak bardzo przydały się potem w pielęgniarstwie domowym”. Aż wreszcie przyszedł rok 1957, kiedy to zaczęła się jej współpraca z Hanną Chrzanowską - opisuje jej siostra, Barbara Jarosz.

Alina bardzo mocno włączyła się w dzieło pielęgniarstwa domowego, które stało się odpowiedzią na niełatwe powojenne czasy, w których ludzie chorzy i samotni często byli pozostawieni na pastwę losu.

- Hanna Chrzanowska wspólnie z koleżankami i uczennicami samodzielnie organizowała dla nich pomoc. To było wyjątkowe pole do popisu dla mojej siostry, która uczyła nowe osoby jak pomagać takim chorym, przeprowadzała wywiady domowe czy organizowała trudno dostępne w ówczesnych czasach komunistycznych leki i materiały opatrunkowe - wspomina Jarosz.

Dodaje, że Alina i Hanna nie współpracowały tylko na polu zawodowym - prowadziły razem nawet swego rodzaju teatrzyk, w którym prezentowały różne sytuacje, między innymi sceny z dyżurki pielęgniarskiej. Co więcej, pacjentom pomagały rozwiązywać nie tylko problemy ze zdrowiem.

- Przed śmiercią Chrzanowskiej powstał pomysł organizacji wczasorekolekcji, których celem była poprawa stanu psychicznego chorych, jak i polepszenie ich kontaktów z otoczeniem. W tym istotną rolę odegrały zdolności organizatorskie mojej siostry. Alina potrafiła namówić właścicieli prywatnych samochodów, by przywozili chorych, jak i rekolekcjonistów, którzy podnosili pacjentów na duchu - opisuje spotkania w Trzebini i Nowej Wsi.

Dzięki zaangażowaniu Aliny Rumun do 1993 r. z wczasorekolekcji korzystało blisko 500 pacjentów rocznie. Byli wspierani przez ludzi dobrej woli oraz kleryków i siostry zakonne archidiecezji krakowskiej.

Barbara Jarosz zaznacza, że jej siostra była bardzo skromna. - Tym, co miała zawsze dzieliła się z potrzebującymi. Często widzieliśmy, że przyjeżdżała do nas wyczerpana - zasypiała, gdy tylko zaczynaliśmy oglądać jakiś film. Ponieważ organizowała też z koleżankami spotkania wigilijne dla chorych, nasza rodzinna wigilia zaczynała się bardzo późno - opowiada.

Jak ocenia, siostra czerpała niestrudzone siły z modlitwy. W swoim dzienniku Alina Rumun potwierdza to słowami: „Dziękuję Bogu za łaskę wiary, bo to wielka siła, źródło radości i poczucia sensu życia”.

Alina Rumun pozostawiła po sobie wiele dla pielęgniarstwa. Nie tylko bezpośrednio sprawowała opiekę nad cierpiącymi, ale pisała też artykuły naukowe i rozdziały w podręcznikach, które poruszały sprawy ludzi chorych i starszych. Za swoją pracę otrzymała prestiżowy Medal im. Florence Nightingale, krakowską odznakę Honoris Gratia, Medal im. Ks. Ferdynanda Machaya oraz odznaczenia resortowe w ochronie zdrowia.

Zmarła w 2007 r. Świadectwo jej życia doskonale podsumowują słowa z autobiografii: „Życie właściwie miałam spokojne, a mimo to bardzo ciekawe. Nigdy się nie nudziłam, dużo pracowałam. W sumie mimo wszystko było to dość łatwe życie”.

Oceń treść:
Źródło:
;