Imieniny: Cypriana, Emiliana, Dominika

Wydarzenia:

Wspomnienie św. Dominika, prezbitera

Jan Paweł II na dziś

ksiądz karol wojtyła Ks. Wojtyła ze studentkami na tle kościoła św. Floriana w Krakowie

O tym, dlaczego papież Polak jest ogromną siłą napędową dla młodych i czego może uczyć młodsze pokolenia, rozmawiamy z ks. Dariuszem Kowalczykiem, prezesem Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Fundacja została powołana przez Konferencję Episkopatu Polski w 2000 roku jako wyraz wdzięczności dla Ojca Świętego Jana Pawła II za jego niestrudzoną posługę duchową na rzecz Kościoła i ojczyzny.

Łukasz Kaczyński: Często o stypendystach Fundacji mówi się, że są „żywym pomnikiem” papieża Polaka. To nie tylko przenośnia, prawda?

Ks. Dariusz Kowalczyk: - Zdarzają się różne sformułowania poetyckie, ale to akurat jest dosłowne. Ono pokazuje specyfikę Fundacji, która obejmuje 2 tysiące stypendystów. Ten „żywy pomnik” różni się od tych z kruszcu tym, że wymaga codziennej troski. Tak jak z dzieckiem, nie można przestać o nim myśleć. Ale to procentuje, bo wspieranie stypendystów przez ludzi dobrej woli i ich formowanie wydaje owoce w postaci konkretnych ścieżek życia tych młodych ludzi, którzy pod egidą papieża Polaka nabierają dojrzałości, kształtują się i naprawdę pełnią w społeczeństwie różne ważne role.

ŁK.: A dlaczego św. Jan Paweł II  nadal porusza młodych?

- Św. Jan Paweł II był Polakiem i to wywołuje słuszny sentyment i emocje. Ale pewnie ten fakt ma większe znaczenie dla osób, które znały go osobiście, a tych wśród młodych jest coraz mniej. Oni często nie pamiętają św. Jana Pawła II, ale wciąż mogą poznawać jego nauczanie, które jak widzimy nie dezaktualizuje się. Jest ono po prostu Ewangelią przeniesioną w czasy papieża Polaka. A nawet dalej, gdyż widzimy jak bardzo aktualne są jego słowa dla współczesnych. Nauczanie papieża Wojtyły było prorockie, wskutek czego ma charakter jak najbardziej przyszłościowy z walorem ponadczasowej aktualności. Przekazujemy je młodym podczas spotkań czy obozów formacyjnych. I naprawdę widzimy, że słowa Ojca Świętego ich poruszają i zmieniają. Jest to proces powolny i czasem żmudny, ale wartościowy. Sądzę, że każdy młody człowiek mógłby doświadczyć mocy jego słów. Papież zawsze stawiał wysokie wymagania, najpierw sobie, a potem innym. Okazuje się, że ten swego rodzaju „challenge” wcale nie zniechęca młodszego pokolenia, które ceni sobie autorytet poparty doświadczeniem życia. Ogromną siłę ma także propozycja „pójścia pod prąd” złożona sobie nawzajem przez rówieśników.

ŁK.: Czy rzeczywiście łatwo zgłębiać nauczanie św. Jana Pawła II? Czasem mają z tym problem nawet starsi, a co dopiero młodzież…

- Oczywiście nie można go przyjąć w stylu „jakie to jest fajne, urocze czy słodkie”. Myślę, że w jego zgłębianiu powinno być zarówno wiele trudu myślenia, serca i umysłu, a także prowadzenia i podpowiedzi oraz chęci przedzierania się z papieżem przez trudne rzeczywistości życia. Św. Jan Paweł II nie unikał trudnych spraw. Zwłaszcza, że sam doświadczył wojny, utraty rodziców i najbliższych przyjaciół, terroru nazizmu i komunizmu, zamachu i wiele innych… Przepracował je dzięki mocy nadprzyrodzonej wiary, którą nieustannie pogłębiał. Dlatego też wciąż zachęcamy młodzież, by obrała za przewodnika swojego życia i dokonywanych wyborów, które decydują o ich dalszym losie, właśnie Karola Wojtyłę - św. Jana Pawła II. By im to ułatwić przygotowujemy specjalną aplikację, dzięki której codziennie będą mogli zgłębiać jakąś porcję nauczania Kościoła, papieża Polaka i papieża Franciszka. To nie będą długie teksty - chodzi o to, by w drodze do szkoły czy na uczelnię udało się zaproponowany tekst spokojnie przeczytać i przemedytować. Aplikacja będzie również dostępna publicznie, dla chętnych. Czasem przecież wystarczy przeczytać jedno mądre zdanie, które zaczyna w nas pracować i sprawia, że stajemy się lepszymi ludźmi.

ŁK.: Jaka jest cecha papieża, która może najbardziej przemówić do młodych?

- Mam wrażenie, że fascynuje nas pięknie spełnione człowieczeństwo św. Jana Pawła II. Widzimy w nim też męża Bożego. Człowieka niezwykle rozmodlonego, dla którego wartości ducha były zawsze na pierwszym miejscu. I kiedy mówił, wiedzieliśmy, że przemawia człowiek wiary, którą przeżywa codziennie w sposób głęboki i praktyczny. Oczywiście był też wybitnym przedstawicielem „człowieka renesansu” - wszechstronnie wykształcony, elokwentny, tworzący poezję i jednocześnie lubiący sport czy żarty. To jest postać pociągająca młodych, wzór, choć może niedościgły. Wydaje mi się, że wyróżniała go również tytaniczna pracowitość, działanie, by nie stracić żadnej sekundy życia. Ale w sposób mądry i nie gubiący przy tym bliźniego, dla którego w momencie spotkania był w pełni oddany. To są wartości, które mogą pomóc młodym w dzisiejszym pełnym zabiegania i czasem iluzorycznego szczęścia świecie.

ŁK.: A jak ksiądz pamięta dzień kanonizacji św. Jana Pawła II?

- Byliśmy wtedy z kilkoma stypendystami w Rzymie - zawoziliśmy papieżowi Franciszkowi specjalny lampion, zwany Kanonizacyjną Iskrą Miłosierdzia oraz księgę „3P, czyli postanowienia, podziękowania i prośby” skierowane do Boga przez św. Jana Pawła II. Kanonizacja była uroczystością niezwykle podniosłą, ale pamiętam, że w poniedziałek podczas Mszy św. dziękczynnej za kanonizację, w której uczestniczyło bardzo wielu Polaków na Placu Świętego Piotra, dotknęło mnie kazanie, które co kilka zdań przerywano burzą oklasków. Ta homilia pokazała wyjątkowość św. Jana Pawła II, a łzy radości mieszały się wtedy z oklaskami podziwu i wdzięczności wobec Boga za dar św. Jana Pawła II dla Kościoła i świata. To dziękczynienie wydało mi się bardzo potrzebne. Ono kapitalnie dopełniało moment kanonizacji. Widzę je jako doświadczenie Kościoła, który dziękuje mocno, z atencją i w duchowym uniesieniu za tak wybitnego swojego członka. Papież Polak stał się również postacią ponadczasową i globalną - światłem nawet dla tych, którzy nie podzielali jego wiary religijnej. Wyczuwalne wtedy na Placu uczucia przepełniające wszystkich uczestników, nazwałbym „morzem łez wdzięczności” Polaków i innych nacji za kogoś, kogo kochali i kochają. A my, Polacy, byliśmy dumni, że ten papież mówił po polsku, wywodził się z naszego Kościoła i z naszej ojczyzny. Przecież był jednym z nas.

Oceń treść:
Źródło:
;