Imieniny: Kariny, Gustawa, Euzebiusza

Wydarzenia: Dzień Karmienia Piersią

Polska

Matka, która wszystko rozumie

 fot. Wikimedia Commons / domena publiczna Matka Boża Kodeńska

Każdy wiek, każde pokolenie doświadczało Jej ogromnej opieki. I tak jest do dzisiaj. Madonna Kodeńska nie odpoczywa. Świadczą o tym grube księgi cudów, w których od 1927 r. wciąż spisywane są łaski, jakie ludzie otrzymują za wstawiennictwem Maryi.

 

Owe niezwykłe zjawiska nie należą jedynie do przeszłości zapisanej w parafialnych kronikach Można powiedzieć, że cuda są tutaj na porządku dziennym. Może nie tak spektakularne jak przed wiekami, ale nie mniej ważne z punktu widzenia człowieka, który ich doznaje. Opiekujący się od 1927 r. sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej Królowej Podlasia - Matki Jedności w Kodniu oo. oblaci, przyznają, że niejednokrotnie mieli okazję spotkać ludzi, którzy w różnych sytuacjach życiowej biedy, gdy rozsądek, doświadczenie i nauka odbierały im nadzieję, przybywali do Matki prosić o ratunek. - Trudno nam przedstawiać i omawiać te kazusy. Wymaga tego - naturalna w takich sytuacjach - dyskrecja. Możemy jedynie zaświadczyć, że się zdarzają. A to sprawia, iż rosną sława i kult Matki Bożej Kodeńskiej - podkreślają kustosze kodeńskiego sanktuarium, na którego stronie znaleźć można historie cudownej interwencji Maryi. Oo. oblaci publikują je, by budowały wiarę i ufność w to, że Matka kocha, słucha i pomaga.

 

Obrazek z kawałkiem płótna

„Naszym świadectwem cudownego działania Matki Bożej Kodeńskiej jest dziewięcioletni cud - córka Ola” - piszą Monika i Damian z Nowego Tomyśla. „Pobraliśmy się w 2009 r. i zaczęły się starania o potomstwo. Pierwszy, drugi, trzeci miesiąc, pół roku - nic. Wszyscy nas uspokajali, mówiąc: nic na siłę, odpuśćcie, ze spokojem. Jednak po ponad roku od ślubu usłyszeliśmy, że potrzebuję zabiegu, bo mam torbiele na jajnikach. Poddałam się mu w listopadzie. Wówczas lekarze twierdzili, że w ciągu trzech miesięcy powinno nam się wreszcie udać. Ale po tych wszystkich wizytach u lekarzy i kilkunastu diagnozach przestawałam wierzyć, że zostaniemy rodzicami. Wtedy też odnowiłam kontakt z przyjacielem. O. Paweł Gomulak jest dla mnie jak brat, którego nie miałam. Powiedział mi wtedy o cudownym obrazie Matki Bożej Kodeńskiej. Pamiętam, że dostałam też mały obrazek z kawałkiem płótna potartego o słynący łaskami obraz. O. Paweł obiecał, iż będzie się modlił w naszej intencji, ale że i my też mamy się modlić”.

 

Wiedziałam, gdzie szukać pomocy

Monika przyznaje, że w tamtym czasie była trochę obrażona na Pana Boga. Dlatego modlitwa nie przyszła jej łatwo. Wszystko zmieniło się, gdy małżonkowie usłyszeli, że w ich przypadku w grę wchodzi jedynie in vitro. „Załamałam się. Wtedy też całym sercem zwróciłam się o pomoc do Matki Bożej Kodeńskiej. Po około czterech miesiącach okazało się, że spodziewam się dziecka. Ciąża była zagrożona. Cały czas miałam przy sobie obrazek z wizerunkiem Kodeńskiej Pani, modląc się, aby miała nas w opiece. 2 września urodziłam zdrową dziewczynkę. Tego samego dnia urodziny obchodzi o. Paweł, który jako pierwszy polecał nas w modlitwie” - opowiadają małżonkowie. Kiedy Ola miała cztery i pół roku, okazało się, że choruje na częstoskurcz nadkomorowy serca. Jednak już wtedy Monika wiedziała, do kogo zwrócić się o pomoc. Spokój zachowywała nawet wtedy, gdy córeczka miała ataki. „Po prostu miałam poczucie bezpieczeństwa, że wszystko będzie dobrze. Dziś córka ma dziewięć lat, biega, skacze, jest wulkanem energii. Moim marzeniem jest w końcu pojechać do Kodnia, gdzie będę mogła Panience podziękować za to, co mamy” - podkreśla.

 

Ona ci pomoże

O tym, że Kodeńska Pani uratowała mu życie, jest przekonany Marek z Lubonia. „To Ona, upraszając łaski u swego Syna, spojrzała na moją biedę i Jej orędownictwo podniosło mnie i wróciło do życia” - zapewnia. Wszystko zaczęło się w kwietniu 2013 r., kiedy u mężczyzny zdiagnozowano udar krwotoczny śródmózgowy. W szpitalu otrzymał od syna obrazek Matki Bożej Kodeńskiej, który on z kolei dostał od księdza podczas kolędy. „Do dzisiaj pamiętam słowa syna: «Módl się do Niej. Ona Ci pomoże». I tak się stało. Po wypisaniu do domu, nastąpił czas wizyt kontrolnych u lekarzy, półrocznej, trudnej rehabilitacji i… osobistych rekolekcji. Pociechy i ratunku szukałem w modlitwie. Codziennie odmawiałem Różaniec, modliłem się na Mszy św., przyjmowałem Komunię św. To, co wtedy się ożywiło, trwa do dzisiaj. Jedna pani doktor powiedziała: «był pan pod dobrą opieką aniołów», a ja wiem, że czuwała nade mną i uzdrawiała Matka Boża Kodeńska. Ostatni lekarz, u którego byłem, widząc moje ozdrowienie, przyznał w zaufaniu, że - w oparciu o wyniki badań - spodziewał się guza mózgu lub nowotworu. Ostatnio przeprowadzane badania (rezonans magnetyczny) wykluczyły to, co jeszcze bardziej przekonało mnie, że cuda się zdarzają. Mój tata wyznał, że rodzina ufundowała mi wózek inwalidzki, z którego nigdy nie musiałem skorzystać”.

W 2014 r. Marek stanął przez obliczem Kodeńskiej Madonny, by podziękować za cudowne uzdrowienie, zawierzać i mówić o swej miłości.

 


ROZMOWA – o. Paweł Gomulak OMI, rzecznik Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej

Maryja działa dyskretnie

 

 „Jeśli ktoś raz przyjedzie do Kodnia, zawsze potem wraca”- mówią mieszkańcy. W przypadku Ojca to powiedzenie sprawdza się w 100%, jeśli nie w 200%. To ważne miejsce w Ojca życiu?

Pamiętam, że wychowując się w Lublinie, Kodeń pojawiał się na liście miejsc świętych, o których mówiono. Przez lata wędrowała tam pielgrzymka z ważnej lubelskiej wspólnoty Bractwa Miłosierdzia im. św. Brata Alberta przy ul. Zielonej. Natomiast pierwszy raz trafiłem do Kodnia na rekolekcje powołaniowe - to był mój drugi przyjazd do misjonarzy oblatów. Była połowa lat 90. Nie sądziłem, że kiedyś trafię tutaj jako oblat. Podczas mojej posługi w Kodniu tworzyłem urząd rzecznika sanktuarium, poznawałem ludzi, lokalne media, a jednocześnie coraz bardziej zagłębiałem się w historię tego miejsca. Czuje się tu jedność w różnorodności, ponieważ Maryja jednoczy podzielone dzieci jednego Kościoła. Przejąłem wielką spuściznę organizowania Kodeńskich Dni Ekumenicznych, które, niestety, już w Kodniu się nie odbywają. A szkoda… Przed Jej obliczem i z Nią modlili się rzymscy i wschodni katolicy, prawosławni, protestanci starych wspólnot i ruchów pentakostakalnych, a nawet mesjanistyczni Żydzi. Matki Bożej Kodeńskiej nie da się nie pokochać… Zrodziła się też inicjatywa wydawania Kodeńskiego Kalendarza Misyjnego, stworzyliśmy media sanktuarium (nowa strona, profil na facebooku), zorganizowano wiele nowych pielgrzymek, m.in. Amazonek. Bardzo dobrze współpracowało mi się ze śp. o. Stanisławem Wodzem OMI. On też kochał to miejsce.

 

Jak Matka Boża Kodeńska działa w Ojca życiu?

Powiedziałbym, że dyskretnie. Szybko poczułem, iż moim najważniejszym zadaniem jako rzecznika, jest zapraszanie do Kodnia każdego, kto tylko o tym miejscu usłyszy. Do dziś w moim pokoju na Śląsku wisi ikona Matki Bożej Kodeńskiej - podobna do tej, która czczona była w unickiej cerkwi w Kodniu.

 

Przez te wszystkie lata mógł Ojciec na własne oczy przekonać się, jaką orędowniczką ludzkich spraw jest Maryja. Czy były jakieś łaski, które szczególnie zapadły Ojcu w pamięć?

Chyba najważniejszy był cud, który dotyczył moich przyjaciół [opublikowane wyżej świadectwo - red.]. Do dziś pamiętam, jak rozmawiałem z Moniką, a potem późno w nocy wziąłem klucze do bazyliki, odsłoniłem obraz Matki Bożej i na przedsoborowym ołtarzu odprawiłem Eucharystię w intencji poczęcia dziecka. Kiedy myślę o tym po latach, było to niesamowite doświadczenie. Spowita ciemnością bazylika, Jezus na ołtarzu i zjednoczona modlitwa prostego kapłana i Matki Bożej Kodeńskiej. Potem urodziła się Ola.

Oprowadzając pielgrzymów, stawałem się powiernikiem ich osobistych historii. Niektóre były spektakularne, jak chociażby historia kobiety, która przyjechała do Kodnia przed operacją na kolana. Nie mogła ich zginać. Spotkałem ją, gdy, płacząc z radości, obchodziła ołtarz w Kodniu… na kolanach. Została uzdrowiona, choć o to wcześniej nie prosiła. Przyjechała pomodlić się o dobry przebieg operacji. Gdy stawiła się do szpitala, okazało się, że nie było czego operować. Inna sytuacja - kiedy w Kodniu zatrzymała się grupa z zupełnie innej części Polski. Po wieczornym apelu podeszła do mnie osoba, która doznała uzdrowienia kilkadziesiąt lat wcześniej, ale czekała, aby nie było żadnych wątpliwości, że jej stan zdrowia poprawił się dzięki wstawiennictwu Matki Bożej. Bardzo ciekawa historia. Myślę, że większość cudów dokonuje się w sposób dyskretny. Jedność, której Maryja tutaj patronuje, to często leczenie głębokich rozdarć i ran. Tu potrzeba delikatności Matki.

 

Niektóre ze świadectw możemy przeczytać na stronie internetowej sanktuarium. Inne w księdze cudów…

W sanktuarium znajduje się kilka ksiąg cudów. Począwszy od tej założonej w czasach Sapiehów. Niemniej jednak od pewnego czasu spisywane są świadectwa współczesne. Wiele z nich zapisywanych jest na składanych przez pielgrzymów karteczkach, które oo. oblaci odczytują podczas Mszy św. Warto jednak, jeśli ktokolwiek doznał łaski za wstawiennictwem Matki Bożej Kodeńskiej, takie świadectwo spisać i przesłać do Kodnia. Niekiedy nie zdajemy sobie sprawy, że może być ono zachętą dla tych, którzy znajdują się w trudnej sytuacji i po prostu brak im siły wiary.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń treść:
Źródło:
;